Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sześć stóp pod ziemią. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sześć stóp pod ziemią. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 sierpnia 2015

Dlaczego Sześć stóp pod ziemią nadal tak dobrze się trzyma?

Czemu "Sześć stóp pod ziemią", serial HBO emitowany w latach 2001-2005, po tylu latach tak dobrze się trzyma? Co sprawia, że w porównaniu z wieloma dzisiejszymi produkcjami telewizyjnymi wychodzi obronna ręką? Z okazji, że dzisiaj misja dokładnie 10 lat od premiery ostatniego odcinka serialu, spróbuję przeanalizować w czym tkwi siła serialu.


Finałowy odcinek, zatytułowany Everyone’s Waiting" zakończył trwający piec lat emocjonalny rollercoaster i po dzisiejszy dzień odcinek ten pozostaje jednym z najlepiej ocenianych finałów w historii telewizji. Nie mogę nawet wyobrazić sobie uczucia tej pustki fanów, którzy w 2005 roku obejrzeli finałowy odcinek na HBO. Dla wielu zakończył się najlepszy serial na antenie. Co dalej? Ale to już temat na inny wywód.

Dzisiejszych hitów w amerykańskiej telewizji trudno byłoby sobie wyobrazić gdyby nie serie, które formowały grunt i przełamywały kolejne bariery wśród których można wymienić niewątpliwie pierwsze sezony "Rodziny Soprano", "Prawa ulicy" czy "Oz". Do tej listy śmiało można dodać serial, który śledził losy rodziny prowadzącej dom pogrzebowy w Los Angeles. Poniżej trzy powody, które sprawiają, że serial ani trochę nie stracił na swojej aktualności od czasu debiutu na antenie.

Opowiadał o o rodzinie i zawiłych relacjach. Opowiadał o nas samych…


Wielu widzów, którzy przeżyli przygodę z serialem przyznaje, że SFU odcisnęło na nich pewne piętno i nawiązali z nim osobista więź. O ile Sopranos opowiadał o rodzinie mafiozów, Sześć stóp pod ziemią zawęża ten koncept. Oczywiście nie każdy musiał dorasta w domu pogrzebowym, ale z problemami, jakie przeżywały postacie z łatwością można się już utożsamiać. Ich gama jest bardzo szeroka, a spowodowane jest to tym, że w serialu występowały postacie w rożnym wieku, z rożnymi bagażami emocjonalnymi, z rożnymi temperamentami i tak dalej.

Jest Nate (Peter Krause), typ Piotrusia Pana, który nigdy nie chce dorosnąć i trochę za bardzo stara być się dobrym facetem, zmagającym się z samoakceptacja, Bogiem, rodziną. Jest tez David (Michael C. Hall), postać, która wokół serialu wzbudza chyba najwięcej kontrowersji ze względu na jego orientacje, odkrywający własne "ja" i otwierający się przed rodzina, znajomymi, światem. Dalej – Claire (Lauren Ambrose), najmłodsza z rodzeństwa, która próbuje rozgryźć kim będzie w przyszłości. Na koniec Ruth (Frances Conroy), która cierpi na kompleks nieustannej potrzeby pomocy innym, zapominając zarazem o własnych potrzebach. Jak widać postaci są zróżnicowane, a przecież oprócz tych pierwszoplanowych mamy cala paletę pobocznych, równie ciekawych i intrygujących. Tak wiec, na pewno nie zabraknie bohatera, z którym można się utożsamić podczas oglądania odcinków, kibicować czy w końcu za kimś zapłakać.

Większość ludzi w związkach myśli, że są niczym jak Ross i Rachel z serialu Przyjaciele czy Marshall i Lill w Jak poznałem waszą matkę. W rzeczywistości prawdziwe związki są bardziej skomplikowane i burzliwe jak losy Brendy (zdobywczyni Złotego Globa za rolę w serialu Rachel Griffiths) i Nate’a (czy nawet Keitha (Mathew St. Patrick) i Davida) z SFU oddają naturę dojrzałych związków. Serial oddal dość wiernie realia rodziny, relacji międzyludzkich i bagażu, który za tym idzie. Najważniejsze, seria pokazała, że jest całkowicie okej jeśli coś nie udaje się w związkach, w relacjach z rodzina i przyjaciółmi. Czuliśmy się przez to mniej dysfunkcji. A przynajmniej ja. SFU pozwoliło na skonfrontowanie rzeczywistości z oczekiwaniami. Życie to nie piknik, to nie hollywoodzka egzystencja bez problemów. To właśnie serial próbował przemycić pomiędzy wierszami.

“Well, you know, love isn’t something you feel, it’s something you do. If the person you’re with doesn’t want it, you know, do yourself a favor and save it for someone who does.”
–Nate Fisher

Kazał nam spojrzeć głęboko w oczy Śmierci


"Sześć stóp pod ziemią" było pierwszym serialem tego typu. Pozostaje po dziś dzień unikalny pod względem prezentowania śmierci i podchodzenia do tematu umierania i radzenia sobie z pożegnaniem bliskiego. SFU było odpowiedzią twórcy serialu, Alana Balla na zakopywanie w naszej kulturze smutku i zabierania za parawan w domach pogrzebowych osób, które wyraziły najmniejszy znak emocji towarzyszących pogrzebowi. Przez 63 odcinki mogliśmy kontemplować nie tylko nad życiem i śmiercią w sposób, w jaki żaden inny serial telewizyjny do tego nas w najmniejszym stopniu nie zmusił.

Ze względu, że rodzina Fisherow pracowała i równocześnie mieszkała w domu pogrzebowym, śmierć była zawsze tam obecna. (Prawie) każdy odcinek rozpoczyna się sekwencja pokazująca jak ponury żniwiarz zabiera kogoś ze sobą. Śmierć przypadkowych osób, których rodzina stawała się klientami zakładu pogrzebowego, była pretekstem do skonfrontowania ich własnych problemów, które przezywali. Ball w sposób imaginacji bohaterów, ich rozmów z nieboszczykami pokazał wewnętrzne zmagania, pragnienia i intencje bohaterów, tkwiące głęboko w naturze każdego człowieka.

Bardzo często zdarzało się, że watek śmierci jakieś osoby z początku odcinka był bardzo mocno powiązany z aktualnymi zmaganiami postaci jak na przykład David, próbujący zaakceptować własna seksualność, prowadzi w głowie dialog z zamordowanym gejem (odcinek 12 sezonu 1 "A Private Life") czy Nate, który dowiedział się o chorobie, wylądowujący frustracje na zmarłym zawodniku footboolowym z liceum (krzyczy "Czemu nie ty?" po czym dodaje "Myślałeś, że ominie cie to?"; odcinek drugi 2. sezonu "Out, Out Brief Candle"). Śmierć jest integralna częścią życia o czym przypomina serial na każdym możliwym kroku. Dlatego można powiedzieć, że jest to serial o radzeniu sobie ze stratą, korzystaniu z chwil, które nam zostały aniżeli o samej śmierci, która zajmuje mały procent w serialu w porównaniu do obserwacji jej konsekwencji.

Tracy Montrose Blair: “Why do people have to die? ”
Nate Fisher: “To make life important. None of us know how long we’ve got. Which is why we have to make each day matter. 

Bo jest dużo tańszy niż terapia


Alan Ball i jego wspaniały zespól scenarzystów (niektórzy z nich obecnie prowadzą własne seriale jak Jill Soloway docenianą serię "Transparent") nie raz w tej serii kazał nam konfrontować się z wieloma problemami natury psychologicznej i społecznej. W przypadku Nate’a obserwowaliśmy jego akceptacje choroby, nieplanowanego ojcostwa czy strachu przed powtórzeniem grzechów swojego ojca (wspaniała rola Richarda Jenkinsa!). To jedna z najlepiej opowiedzianych i przedstawionych egzystencjalnych podroży bohatera jaka widziano w telewizji.

W przypadku Davida mogliśmy zobaczyć jak postać radziła sobie z wiara, otwartym związkiem, adopcja czy przeżyciem traumatycznego wydarzenia z jednego odcinków czwartego sezonu. Brenda wraz z jej bratem Billym (Jeremy Sisto) ze zdiagnozowana choroba dwubiegunowa pozwolił inaczej spojrzeć na osoby niestanienie emocjonalnie, a także zastanowić się nad zagadnieniami odpowiedzialności, wolności i autonomii.

W w końcu zostaje sama Śmierć. Codzienność sytuacji, w których widzimy przez kolejne odcinki śmierci przypadkowych osób pokazuje, że ten moment może nastąpić w dowolnym momencie i śmierć nie czeka aż wyjaśnimy wszystkie sprawy, pogodzimy się z własna rodzina, przyjaciółmi i własnym sobą. Zostajemy zabrani. Życie było niełatwe dla Fisherow, ale przecież jest takie dla większości z nas. Oglądanie "Sześciu stop pod ziemią" to jak wizyta na kozetce psychoanalityka trwająca 63 godziny. Stawia was w niekomfortowych sytuacjach, przypomina co jest ważne i porusza, czasami bardzo mocno. Pisząc o SFU łatwo o kolokwializm, ale silą serialu jest właśnie to, że w prostych scenach, watkach i dialogach potrafił przemycić dojrzale, głębokie wnioski. Serial wytrzymał probe czasu dziesięciu lat, jestem pewien, że wytrzyma i kolejne tyle.

“I spent my whole life being scared. Scared of not being ready, of not being right, of not being who I should be. And where did it get me?”
–Nate Fisher
 

niedziela, 7 grudnia 2014

REMINISCENCJA: Sześć stóp pod ziemią - Pilot 1x01 (2001)

1x01: Pilot
data premiery: 3 czerwca 2001 r.
scenariusz i reżyseria: Alan Ball
czas trwania: 63 min.

Wściekasz się na niego czy na to, że wszyscy umrzemy?

3 czerwca 2001 r. O dziewiątej wieczorem na antenie HBO zadebiutował pilotażowy odcinek nowej serii, która jak się okaże będzie stanowić kamień milowy współczesnej telewizji. Stacja już w momencie premiery "Sześciu stóp pod ziemi" ugruntowała sobie pozycję stacji kablowej, która przykłada uwagę do jakości swoich seriali, czego dowodem może być powstała trzy lata wcześniej "Rodzina Soprano" czy seria "Oz". Współcześnie wyrosło wiele stacji serwujących naprawdę porządne seriale - Showtime, AMC czy FX, ale nadal dominujące wydaje mi się właśnie Home Box Office.

Moja przygoda z serialem zaczęła się około dziesięć lat później. Pilotażowy odcinek od razu wciągnął mnie bez reszty, postacie wydawały mi się na tyle interesujące, że zdecydowałem się z miejsca kontynuować oglądanie serii aż do samego końca. Wcześniej słyszałem i czytałem wiele dobrego na temat zakończenia, więc nawet w przypadku gdyby pilot w jakiś sposób nie spodobałby mi się, prawdopodobnie dalej kontynuowałbym "Six Feet Under". Szczególnie wówczas wpadły mi w pamięć sceny kończące pierwszy odcinek i wiążąca piosenka Waiting zespołu The Devils. Moja krótka opinia, którą zamieściłem na portalu fdb.pl brzmiała:
Rewelacyjny pilotażowy odcinek. Reżyser bez większych problemów bardzo przejrzyście i wnikliwie przedstawił nam bohaterów, ich relację. Świetny pomysł z tymi sekwencjami reklamowymi, szkoda tylko, że pomysł ten nie będzie kontynuowany w dalszych odcinkach. Do tego bardzo dobre sceny, w których bohaterowie rozmawiają ze zmarłym ojcem, Nathanielem (jak zwykle świetny Richard Jenkins). Podsumowując, mam świetne przeczucie co do serialu i liczę, że kolejne odcinki także niosą za sobą taki bagaż emocji, ironii i czarnego humoru jak pierwszy odcinek. [8.08.2011]
Teraz zasiadam do serialu na nowo. Nie pamiętając wszystkich rzeczy, wątków i postaci, ale też z innym bagażem życiowym. W sierpniu 2011 roku wystawiłem odcinkowi ocenę ośmiu na dziesięć gwiazdek. Z perspektywy dzisiejszego dnia mogę powiedzieć, że epizod zasługuje na dużo więcej. Przed samym seansem zastanawiać się w sens kolejnego odświeżania serii - czy aby powtórka serialu nie będzie zbyteczna i tak naprawdę nic nowego z niego nie wyniosę. Jednak już po kilku chwilach oglądania pilota uczucie to przeszło i zastąpiła je czysta przyjemność oglądania tego niezwykłego odcinka.

Pilotażowy odcinek rozpoczyna się inaczej niż większość epizodów, czyli przedstawioną sekwencją śmierci wraz z klepsydrą zmarłej/zmarłego/zmarłych. Pilot niewątpliwie można uznać za eksperymentalny, ponieważ widzimy zamiast tego reklamę karawanu. Prześmiewcze reklamy w sumie pojawiają się w odcinku trzy razy i stanowią sarkastyczne spojrzenie na pogrzebowy biznes oraz dobrze balansują dramaturgię w epizodzie. Tak czy inaczej w odcinku nie mogło zabraknąć śmierci. Czym byłoby "Sześć stóp pod ziemią" bez niej"?

Zbliża się Boże Narodzenie 2000 r. Nathaniel Fisher, głowa rodziny i dyrektor rodzinnego domu pogrzebowego, ma odebrać syna, Nate'a z lotniska. Nate, najstarszy z trójki rodzeństwa jest kierownikiem managera sklepu ze zdrową żywnością. Brat David nazywa go pakowaczem. Najmłodsza Claire jest jeszcze uczennicą liceum i zaczyna eksperymentować z narkotykami. Rodzinę złączy nie tylko wspólne jedzenie posiłku na święta, ale także śmierć jednego członka rodziny...

Znając już całą serię, ciekawie obserwowało mi się rozmowę żyjącego jeszcze Nathaniela Seniora z żoną, Ruth o drobiazgi jak czy jej mąż wziął leki na nadciśnienie czy kupił już soję dla Nate'a. Mężczyzna w trakcie jazdy słucha i podśpiewuje I'll Be Home for Christmas. Po prostu świetna scena. Sielankowy nastrój przerywa wjechanie Nathaniela wprost pod pędzący autobus. Bohaterów poznajemy w momentach, gdy dowiadują się o śmierci Nathaniela. Każdy na swój sposób radzi sobie ze stratą, ale jedno jest wspólne - świetne aktorstwo. Między odtwórcami ról naprawdę czuć chemię; nie wyobrażam sobie innego doboru obsady. Mogłoby się wydawać, że scenariusz SFU był skrojony pod większość aktorów serii.

Często pojawiających się w serialu imaginacji bohaterów, odzwierciedlających ich lęki czy pragnienia, nie mogło zabraknąć w pilocie. Chyba pierwszą imaginacją jest "ożywienie" ojca w kostnicy podczas identyfikacji jego zwłok przez Nate'a. Rzeczą, która zaskoczyła mnie przy powtórnym seansie odcinka jest zaskakująco dużo humoru. Dostrzegałem głównie jego dramatyczną i bardziej mroczną stronę. W pilocie humoru jest faktycznie sporo, ale jest on na pewno specyficzny. Jedną z moich ulubionych takich scen jest imaginacja Davida, w której krzyczy z całych sił. Kilka minut później w kolejnej scenie na organizowanym pogrzebie przez Fisherów, słuchając lekko natarczywej żałobnicy, która zachwalając dobór muzyki na pogrzebie podrywa mężczyznę, David faktycznie drze się w sali pełnej ludzi.

 Na osobny akapit zasługuje przedstawienie piwnicy domu Fisherów, w którym odbywa się przygotowanie zmarłych do pochówku. Powolne ruchy kamery wraz z muzyką tworzą chwilowe napięcie, które zostaje rozwiane w kolejnych minutach odcinka. Niegdyś, nie wiedząc o czym opowiada serial, byłem pewien, że "Sześć stóp pod ziemią" jest horrorem, najprawdopodobniej przez dopinany do serialu gatunek "czarnej komedii".

Najlepsze, najbardziej emocjonalne sceny wiążą się z samym pogrzebem Nathaniela. Rodzina trudniąca się organizowaniem pogrzebów, sama musi stawić czoła ze stratą członka familii. Podczas ceremonii pochówku dochodzi do symbolicznego konfliktu między Davidem a Natem o to, w jaki sposób ich ojciec powinien zostać pochowany, a także jak w ogóle cały biznes pogrzebowy powinien być prowadzony. Nate zarzuca bratu sterylność i robienie ze śmierci pretekstu do zarobku, podczas gdy sam uważa, że pogrzeb powinien być naturalistyczny oraz wyrażać prawdziwe emocje żałobników. W odcinku podaje za przykład takiego pochówku mężczyzn na Sycylii głęboko opłakiwanych przez matki, żony, córki.

Nie pamiętam ile razy oglądałem samo zakończenie odcinka. Jest perfekcyjne w każdym calu i świetnie dopełnia scenę z mniej więcej środka odcinka, w której Nate w swojej imaginacji umyślnie wpada pod autobus i ginie. Zaskakująca jest także umieszczenie w kadrach ostatniej sceny niby nic nieznaczących napisów typu "No lottering" na ścianie, przy której stoi Nate, "Accident" na ławce, na której siedzi Nathaniel czy w końcu najbardziej chyba dobitne "A Good Nights Sleep" na autobusie, którym odjeżdża zmarły ojciec rodziny. Widok Nate'a stojącego samotnie na ulicy i patrzącego na odjeżdżający autobus to widok bezcenny, którego nie zapomnę nigdy.


Powyżej klip z zakończeniem pilota. Piękna jest tutaj szczególnie retrospekcja z dzieciństwa Dave'a i Nate'a i pianowy podkład muzyczny skomponowany przez Richarda Marvina.

W odcinku jest jeszcze wiele świetnie poprowadzonych wątków, nie wspomnianych w tym recapie. Wyjawienie przez Ruth jej romansu, wprowadzenie postaci Frederica czy Keitha i wiele innych mniejszych rzeczy, jak na przykład subtelne odkrycie przez Claire kim właściwie jest policjant dla Davida, który przyszedł na pogrzeb jej ojca.

Pilot, jak pewnie nie zestarzał się w ogóle, a na pewno zestarzał się mniej niż poprzednie dzieło Alana Balla, "American Beauty".

Na sam koniec znaleziona usunięta scena z pilota, przedstawiająca Nate'a odwożącego Claire, niewątpliwie będącej jeszcze nabuzowaną po wypaleniu crystal meth.



★★★★★
Pozostało: 62 odcinki do końca
Następne w ramach cyklu Sześciu stóp pod ziemią: The Will 1x02 (2001)

wtorek, 2 grudnia 2014

REMINISCENCJA: Sześć stóp pod ziemią - czołówka


Zanim odświeżę pilot "Sześć stóp pod ziemią" w ramach zaplanowanej retrospekcji, kilka słów o genialnej czołówce serialu. Chyba nigdy podczas oglądania któregokolwiek odcinka tego serialu nie zdarzyło mi się przewijać opening, c o akurat w przypadku innych serii jest często na porządku dziennym. Ciężko mi jednoznacznie określić, co jest tak niezwykłego w tej czołówce, że nie da się po prostu oderwać od niej wzroku. Bije z niej niewątpliwie pewien magnetyzm, a do tego powolne pokazywanie kolejnych kadrów z codziennej pracy grabarzy wraz z niezwykle trafnie dobraną muzyką, daje powalający efekt. Wspaniała chłodna kolorystyka i fascynacja detalami świetnie oddają tematykę i klimat całej serii.


O wysokim poziomie czołówki mogą świadczyć niewielkie, jednak zauważalne w niej zmiany. Czołówka pozostała w prawie niezmienionej formie do samego końca, a zmiany obejmowały drobne elementy, których przeciętny widz mógłby nawet nie wyłapać.
  • Pierwsza zmiana dotyczyła muzyki, nie całej a jedynie pewnego jej skrawka, dosłownie kilku nut. Zmienione intro z lekko zmodyfikowaną ścieżką dźwiękową występuje od pierwszego odcinka ostatniego (piątego) sezonu.
  • W pilotażowym odcinku na palcu karawaniarza pojawia się pierścień w kształcie czaszki. W kolejnych openingach, elementu tego nie widzimy - został on prawdopodobnie cyfrowo usunięty.
  • Ostatnią zmianą jest prezentacja nazwiska scenarzysty oraz reżysera (końcowa część czołówki), w taki sposób, aby były one bardziej wyeksponowane (i słusznie!).
Kadr z czołówki Sześciu stóp pod ziemią
Alan Poul, jeden z producentów serialu i reżyser czterech odcinków, zdradził, że intencją było stworzenie czołówki którą widzowie byliby zainteresowani tydzień po tygodniu i oglądaliby ją z taką samą przyjemnością. Dodatkowo muzyka Thomasa Newmana, która dopełnia czołówkę, została napisana przed jej nakręceniem, co zdarza się rzadko. Newman wcześniej współpracował z twórcą serialu, Alanem Ballem przy "American Beauty".

Alan Ball sam mówił, że chciał, aby czołówka była elegancka, w duchu kinowym a nie telewizyjnym. Myślę, że udało mu się. Materiał stworzony przez firmę Digital Kitchen, dzisiaj przykuwa uwagę i magnetyzuje swoją stylistyką.

Jeden ze storyboardów czołówki
Moje dwa ulubione elementy z czołówki to ujęcie dwóch osób, trzymających się za ręce i po chwili uścisk zostaje przerwany w slow motion oraz przedstawione samotne drzewo na wzgórzu. Stanowi ono idealne odzwierciedlenie cyklu życia i śmierci oraz niewątpliwie stanowi obecnie jeden z najbardziej ikonicznych obrazków w historii współczesnej telewizji. Więcej o samej czołówce możecie przeczytać na oficjalnej stronie HBO, tutaj.

Następny wpis na blogu: Pilot 1x01 (2001)

niedziela, 30 listopada 2014

REMINISCENCJA: Sześć stóp pod ziemią

prod.: USA, Home Box Office (HBO)
lata emisji: 2001-2005
twórca: Alan Ball

Gdy ktoś pyta mnie, który serial uważam za najlepszy - zawsze bez namysłu odpowiadam "Sześć stóp pod ziemią" (org. Six Feet Under). Nie wiem czy kiedykolwiek przyjdzie mi obejrzeć lepszą i głębszą serię niż SFU. Moja przygoda z serialem zaczęła się w sierpniu 2011 roku i w ciągu około 3 miesięcy zdążyłem nadrobić pięć nieziemskich sezonów. Przerwa od tej produkcji HBO nie trwała u mnie długo, bo pod koniec następnego roku (2012) jeszcze raz zacząłem oglądać serial Alana Balla.

Niedługo chciałbym jeszcze raz spędzić trochę czasu z rodziną Fischerów i ich problemami. Tym razem jednak chciałbym spisywać wrażenia i refleksje po każdym z odcinków, a także podsumowywać sezony czy nawet promocyjne materiały wideo, które są niesamowite (w sieci można znaleźć promo dla sezonów 2-5; dla pierwszego prawdopodobnie taka zapowiedź nie powstała).

O serialu mówi się, że był przełomowy dla telewizji podobnie jak "Rodzina Soprano" czy "Oz". Też oczywiście podzielam ten pogląd, chociażby za śmiałe poruszenie tematu homoseksualizmu, analizę skomplikowanych relacji i związków ludzkich oraz ukazywanie codzienności pracy grabarzy. Mimo, że tematyka serialu mocno zawiązana jest ze śmiercią, smutkiem, żałobą, lubiłem zawsze myśleć, że serial jest o czerpaniu ja najwięcej z życia. Z małych chwil z rodziną, przyjaciółmi, kolegami z pracy, a także o konfliktach, które mimo wszystko umacniają i stanowią wartościowe doświadczenie. Dodatkowo postacie Nate'a i Claire są mi bliskie i łatwo zawsze przychodziło mi identyfikowanie się z nimi.

Mam wrażenie, że Fischerowie cały czas towarzyszą mi w życiu. Lubię myśleć, że gdzieś naprawdę żyją. No to jedziemy. 63 odcinki. Mam nadzieję, że do każdego pojawi się dłuższa bądź krótsza notatka z przemyśleniami. Nie wiem jak długie będą odstępy między oglądaniem kolejnych odcinków. Poniżej zapowiedź telewizyjna pierwszego sezonu serialu wraz z oryginalnym plakatem.



Następne na blogu: Czołówka Sześciu stóp pod ziemią

piątek, 21 października 2011

Sześć stóp pod ziemią: Time Flies 5x4 (2005)

Kolejny bardzo dobry odcinek. Trochę mało urozmaicona scena śmierci otwierająca epizod (przy tak ciekawych poprzednich pomysłach z poprzedniego sezonu), jednak przeważający motyw urodzin jednego z głównych bohaterów zrekompensował całość.

Widać, że twórcy pomału domykają niektóre wątki (np. zejście się Vanessy i Rica), jednak atmosfera zagęszcza się, bohaterowie częściej okazują swoje emocje. Im bliżej finału tym ciekawiej.



A tak poza tym to odcinek to istna kopalnia świetnych utworów zespołów takich jak Arcade Fire, wokalisty Josha Rouse’a czy chociażby Coldplay. No i znakomity motyw z ptakiem!!

niedziela, 18 września 2011

Sześć stóp pod ziemią: Przepraszam, jestem zagubiony 3x13

Życie nie czeka. Otrzymaliśmy dar. Czas ucieka. Powinniśmy korzystać z tego co mamy. Nie tracić nadziei.
  Ruth

Ostatni odcinek trzeciego sezonu.
Lubię odcinki wyreżyserowane przez twórcę serialu, Allana Bala. Reżyser wprost mówi w nich o życiu czy śmierci, jednak stroniąc od moralitetu czy kazań. Powrócono do scen z Nathanielem – świetnie szczególnie prezentowała się przechadzka Claire z ojcem po “krainie umarłych” i spotkanie tam Gabe’a.


Do tego widok płaczącego Richarda Jenkinsa jako Nathaniela był nieoceniony. Nate przeżywa trudne chwile, ale ostatecznie godzi się z własnym losem, co udowadnia niejako kończąca informacja o śmierci Lisy.
Jeszcze dwa sezony przede mną. Na razie poziom jest ekstremalnie wysoki.