Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2007. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2007. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 maja 2013

Bez życia

Powrót do życia: Merit Badge 1x1 (pilot)

Przyznam się, że po serial sięgnąłem z dwóch powodów. Pierwszym był ciekawy zarys fabuły – niesłusznie oskarżony mężczyzna wychodzi na wolność i dostaje ogromne odszkodowanie. Drugim był główny aktor, Damian Lewis, obecnie znany bardziej z roli Brody’ego w uwielbianym przez Amerykanów “Homeland”.

Chciałem polubić ten serial. Jednak postacie robią wszystko, żeby tak nie było. Są nieciekawe i mało wyraziście naszkicowane. Partnerka głównego bohatera po prostu jest, a sam Charlie Crews daje wrażenie nieobecnego i przechodzącego obok wydarzeń. Dość dziwnie wplątano w całość formę paradokumentu z wieloma wypowiedziami ludzi z kręgu głównej postaci.

Damian Lewis na promo zdjęciu "Powrotu do życia"
Wątek kryminalny w pilocie rozegrany sztampowo – tak samo rozwiązany – podobnie jak w setkach podobnych sensacyjno-kryminalnych seriali. Liczyłem również na większą ilość scen z retrospekcjami z przeszłości Crewsa – przypuszczam, że pojawią się w następnych odcinkach i będą najciekawszym elementem serialu.

Nie wszystko jednak nie podobało mi się. W pilotażowym epizodzie znalazło się parę błyskotliwych dialogów, motyw przeskoku w czasie głównego bohatera – szczególnie jego poznawania nowinek technologicznych. Dam szansę serialowi, przynajmniej zobaczę pierwszy z dwóch sezonów. Mimo wszystko – raczej rozczarowanie.

czwartek, 29 marca 2012

Motyl i skafander

Reżyseria: Julian Schnabel
Scenariusz: Ronald Harwood
Aktorzy: Mathieu Amalric, Emmanuelle Seigner, Marie-Josée Croze, Max von Sydow
Zdjęcia: Janusz Kamiński
Muzyka: Paul Cantelon
Premiera: 2007-05-22

To pierwszy film od dawna, który zainteresował mnie, ujął maksymalnie już od pierwszych scen. Dlatego też nie rozumiem pojawiających się zarzutów o flegmatyczność w prowadzeniu akcji, czy o zwykłą nudę.

Film rozpoczyna się mocnym ogłuszeniem widza. Obserwujemy w pierwszych ujęciach zdezorientowanego pacjenta, a raczej nie jego, tylko widok z jego perspektywy, szybki oddech, zdezorientowanie. Reżyser już od pierwszych chwil takimi prostymi zabiegami chce, byśmy zaangażowali się w pełni akcję dramatu. Gdy po chwili wydaje się, że poszkodowany i lekarz nawiązali kontakt, film brutalnie rozmywa ten szczęśliwy zbieg. Osobiście siedziałem jak na szpilkach, kiedy np. lekarze zaszywali oko bohaterowi, mimo jego sprzeciwu, którego nikt jednak nie mógł usłyszeć.


To co przede wszystkim podobało mi się w filmie to brak jednostronnego postawienia racji. Główny bohater, Jean-Dominique pragnie śmierci w kilku scenach, jednak już w następnych wygłasza wewnętrzne monologi o tym, że jego wyobraźnia i umysł zostały nietknięte i tym samym jest wolny. Tak więc, nie mamy do czynienia z sytuacją, w której film stara nam się wpoić jakieś wartości czy przedstawić własne spojrzenie na jakiś temat, tu: eutanazji.

Każda z płaszczyzn filmu, poczynając od retrospekcji, monologach bohatera, kończąc na właściwej akcji logicznie się uzupełniają i stanowią piękny obraz dramatu człowieka, który uczy się radzić sobie z obecnym stanem. Do tego całość oprawiona przepiękną muzyką, świetnymi utworami muzycznymi (mój faworyt to "Ramshackle Day Parade" grany na napisach końcowych), nastrojowymi zdjęciami i wiarygodnymi kreacjami aktorskimi.


Motyl i skafander” to wzruszająca pochwała życia, uczuć, emocji, podróży, wzruszeń estetycznych, w końcu o podjęciu walki. Nie wypada nie znać.

środa, 7 marca 2012

Californication - pilot

Wielkie pozytywne zaskoczenie. Choć sceptycznie do ostatniej chwili podchodziłem do serialu, teraz stał się chyba najbardziej pożądanym i zdaję mi się, że w niedługim czasie nadrobię te kilka sezonów.

 Polubiłem postacie, szczególnie oczywiście Hanka, zaprezentowany humor (mistrzowska scena w kinie!!) czy dość pokomplikowane relację między bohaterami.

Choć najbardziej mnie zdziwiło i to bardzo pozytywnie wplątanie nutki zadumy głównego bohatera. Zebrane to zostało w pilocie w ostatnich sekwencje z niesamowicie trafnie dobraną muzyką (My Morning Jacket – Rocket Man).

piątek, 4 listopada 2011

Ostatnio obejrzane

Drive (2011) reż. Nicolas Winding Refn
Spoilery Scenę w windzie, która została (słusznie) wyniesiona już do piedestału można uznać za cały film w pigułce. Są w niej bowiem wszystkie cząstki tego, z czego składa się film Refna – rosnące napięcie, pocałunek i przemoc (w tym wypadku roztrzaskanie czaszki) zaserwowana z dużą dozą autentyczności. Zresztą cały film gra na przeciwnościach, wspomniana scena jest tylko jedną z wielu. Jednak takie wystylizowanie opłaciło się – różowe napisy z czołówki, muzyka, gdyby nie czuje oko reżysera w ogóle by nie pasowały tutaj. Obraz czerpie garściami z ducha lat wcześniejszych kina – cząstkowa fabuła, oszczędna gra Ryana Goslinga (który przypomina swoim występem lata świetności aktorskiej kariery Eastwooda czy McQueena).


Jak zostać królem (2010) reż. Tom Hooper
Obraz zdecydowanie dużo słabszy w moim odczuciu od “Social Network”, “127 godzin” czy chociażby “Prawdziwego męstwa”. Oscara za najlepszy film jeszcze jakoś bym przebolał, ale nagrodzenie reżyserii zamiast mistrzowskiej roboty Davida Finchera przy “Social Network” trudno wybaczyć. Film jest całkiem dobry, jednak ma tendencję do wpisywania się w znane schematy. Faktycznie duet Firth-Rush nieźle sobie poradził, szczególnie w typowo humorystycznych sekwencjach filmu.


I'm not there - Gdzie indziej jestem (2007) reż. Todd Haynes
Niekonwencjonalne spojrzenie na życie legendy muzyki, Boba Dylana. Nietypowa biografia, nie tylko ze względu na to, że w postać wciela się kilka różnych aktorów, ale także przez liczne surrealistyczne momenty, liczne stylizacje i wiele nawiązań do popkultury i współczesnej historii.Wielu współczesnych twórców mogłoby wziąć przykład z głośnego filmu Folmana, jak kręcić kino wojenne, społecznie zaangażowane. Całość ubrana w formę wielu wywiadów jest naprawdę przekonywująca, emocje bohaterów, mimo, że animowanych wydają się bliższe rzeczywistości aniżeli w niej jednej produkcji dokumentalnej.

Najbardziej jednak podoba mi się to, że reżyser ani nie mitologizuje, nie uwzniośla swojego udziału w wojnie, ani swoich kolegów, lecz przeciwnie. Już na początku filmu mamy przedstawioną sekwencję, gdzie to młodzi, niedoświadczeni żołnierze oddają serię strzałów w niewinną rodzinę w samochodzie. Animacja z filmu jest wykonana w naprawdę bajeczny sposób.


Reżyser swobodnie operuje środkami, akcentując szczególnie bardzo liryczne momenty, jak np. fantazje bohatera o wielkiej kobiecie i zaraz po tym wybuchu statku czy taniec reportera wśród nabojów. Zabrakło mi jakiegoś rozwiązania całej akcji, komentarza do zdarzeń, które obserwowaliśmy przez całą animację. Musiał za to starczyć nam materiał nagrany w tamtym okresie.

Niewątpliwie siła filmu tkwi w znakomitym scenariuszu, który łączy losy pozornie odmiennych postaci, dając pełniejszy obraz skomplikowanej osobowości Dylana. Rewelacyjnie reżyser poprowadził aktorów, którzy wcielili się w kolejne wcielenia muzyka. Do tego film pełny różnych utworów Dylana, świetnie odzwierciedlających stan bohaterów na daną chwilę (moja ulubiona sekwencja – http://www.youtube.com/watch?v=Dc-42Y17ejQ). Szkoda, że mało dzisiaj w kinie tak nietypowych biografii, nietrącających o banał i wpisujących się w dobrze znane schematy. Świetny film!


Walc z Baszirem (2008) reż. Ari Folman
Wielu współczesnych twórców mogłoby wziąć przykład z głośnego filmu Folmana, jak kręcić kino wojenne, społecznie zaangażowane. Całość ubrana w formę wielu wywiadów jest naprawdę przekonywująca, emocje bohaterów, mimo, że animowanych wydają się bliższe rzeczywistości aniżeli w niej jednej produkcji dokumentalnej.

Najbardziej jednak podoba mi się to, że reżyser ani nie mitologizuje, nie uwzniośla swojego udziału w wojnie, ani swoich kolegów, lecz przeciwnie. Już na początku filmu mamy przedstawioną sekwencję, gdzie to młodzi, niedoświadczeni żołnierze oddają serię strzałów w niewinną rodzinę w samochodzie. Animacja z filmu jest wykonana w naprawdę bajeczny sposób.


Reżyser swobodnie operuje środkami, akcentując szczególnie bardzo liryczne momenty, jak np. fantazje bohatera o wielkiej kobiecie i zaraz po tym wybuchu statku czy taniec reportera wśród nabojów. Zabrakło mi jakiegoś rozwiązania całej akcji, komentarza do zdarzeń, które obserwowaliśmy przez całą animację. Musiał za to starczyć nam materiał nagrany w tamtym okresie.

sobota, 24 września 2011

Scrubs

Hoży doktorzy: My Mirror Image 6x1 (2006)
Świetne rozpoczęcie sezonu szóstego i znakomite zakończenie odcinka z świetnie dobranym kawałkiem grupy Audioslave. I choć wątek ze “swoją wersją z przyszłości” i pewnym ucharakteryzowaniem aktorów może wydawać się lekko kiczowaty, to jednak efekt końcowy powalający.
(wspomniany utwór zaczyna się gdzieś w 3 minucie tego materiału)

Hoży doktorzy: My Long Goodbye 6x15 (2007)
Obok “My Mirror Image” najlepszy odcinek szóstej serii Scrubsów. Nastrojem epizod przypominał początkowe dramatyczne momenty serialu jak chociażby odc. “Old Lady”. Jak zwykle emocjonalne zakończenie, uogólniające problemy wszystkich bohaterów wokół wypadku i śpiączki Laverne.


Ciekawi mnie czy dr Cox zgodzi się, by jego dziecko nazwać Jennifer Dylan i by JD został ojcem chrzestnym :)

wtorek, 13 września 2011

Hoży doktorzy: Mój musical 6x6

Fabuła odcinka oparta jest o kobietę, która trafia do szpitala, twierdząc, że słyszy cały czas śpiew. Z jej perspektywy przedstawione są problemy bohaterów szpitala.

Świetny odcinek, utrzymany w musicalowej konwencji. Znakomite aranżacje piosenek, z czego “Guy Love” w wykonaniu JD i Turka czy utwór wymiata ze wszystkich i naprawdę doprowadzają do łez ze śmiechu.

Z początku trochę trudno było przyzwyczaić się do takiej jakby nie było niekonwencjonalnej stryktury epizodu, jednak oprócz musicalowej oprawy nadal poruszane są problemy bohaterów, tutaj Carli, która nie wie jak powiedzieć Turkowi o tym, że chce wrócić do pracy czy problem JD, który nie będzie dłużej mieszkał z Elliot.


Miły akcent w szóstym sezonie, który jakby nie było nadal trzyma ciekawy poziom.